Sahara Ultra 111 – część 3: piekło nocą

IMG_0485_kleinOtchłań nocy. Biegnę w kompletnej samotności przez bezkres Sahary. Nade mną jej gwieździste niebo, a pod nim absolutna ciemność. Kilometry przede mną i kilometry za mną ani żywej duszy. Nie widzę i nie słyszę nikogo i tylko rozstawione przez organizatorów co 50m odblaski wyznaczają trasę w świetle czołówki. Wystarczy, że jeden się przewróci, albo skończy mi się bateria i jestem zgubiony.

Czytaj dalej Sahara Ultra 111 – część 3: piekło nocą

Reklamy

Sahara Ultra 111 – część 2: droga przez piekło

saharaultra2Agonia zaczyna się na 32km. Palące słońce Sahary wyssało już chyba całą moją energię. Poranione od ostrych kamieni stopy drętwieją z bólu przy każdym stąpnięciu. Odnowiona kontuzja więzadła rzepki powoduje przenikliwy ból w kolanie i znacząco ogranicza jego ruchliwość, co nie pozwala mi dalej biec. Jestem u kresu sił. Co tu robić? Jeszcze 80km w takim stanie? Niemożliwe! Czysta rozpacz. To chyba koniec. Setki godzin treningu na marne. Czyżby cały ten trud był na nic? Czytaj dalej Sahara Ultra 111 – część 2: droga przez piekło

Sahara Ultra 111 – część 1: droga do piekła

sahara_ultra_logo 3 zarwane noce i 2 dni w drodze. Trudno sobie wyobrazić by w takiej sytuacji biec ultramaraton o długości 111km non-stop, do tego po wydmach w żarze nieubłaganego słońca Sahary, przez cały dzień i część albo całą następną noc. Czytaj dalej Sahara Ultra 111 – część 1: droga do piekła