Dlaczego warto próbować (wideo)

snapPo co próbować rzeczy bez gwarancji sukcesu? Jaki jest sens robienia czegoś, jeśli prawdopodobieństwo osiągnięcia celu jest mało prawdopodobne? Dzielę się kilkoma przykładami i moimi przemyśleniami na ten temat z Karaibów.

Obejrzyj to wideo:

Transkrypcja:

Witam Was, dziś powiem co nieco o próbowaniu.

Żeby osiągnąć sukces trzeba po prostu próbować. Powiem wam taki przykład, wczoraj rozmawiałem z Dominikiem Hadeed, dam link na dole to sobie sprawdzicie kto to jest, przedsiębiorca roku na Karaibach, czyli można powiedzieć najlepszy przedsiębiorca na Karaibach obecnie. Wczoraj z nim rozmawiałem i on mi powiedział, że zasadniczo wszystko co osiągnął to on osiągnął dzięki temu, że po prostu spróbował, mimo że szanse były małe i że każdy mu odradzał. Powiem wam jedną z jego transakcji, która wydawała się tak nieprawdopodobna, że w zasadzie niemożliwa do przeprowadzenia. Mimo to przeprowadził ją, no i zarobił bardzo dużo pieniędzy, robiąc to. Odkrył jakąś podupadłą firmę produkującą soki cytrusowe, czy produkującą cytrusy ogólnie, to była jakaś firma rolnicza, agrarna w Belize. Belize ma to do siebie, że tam przemysł cytrusowy jest chroniony i to jest chroniony jakby przez całą tutaj Unię Karaibską, coś takiego jak Unia Europejska. To jest coś podobnego na Karaibach, gdzie po prostu niektóre gałęzie przemysłu są chronione, co oznacza po prostu dotowane, tak? Czyli produkcja cytrusów jest po prostu, 40 % jakby kosztów jest zwracanych przez tą Unię Karaibską, czyli to po prostu jest można powiedzieć bardzo dobry biznes. Natomiast ta firma była prowadzona przez państwo i po prostu była, jakby to powiedzieć, była zniszczona przez państwo. I udziały tej firmy, czy rolnicy w Belize, tak jakby złożyli się, stworzyli taką kooperatywę i wykupili od państwa tą firmę za jednego dolara w zasadzie. Z tym, że firma miała chyba 20 milionów długu i oni powiedzieli, jeśli państwo umorzy dług to my wykupimy tą firmę za 1 dolara i będziemy dalej produkować cytrusy. No i Dominic zainteresował się tą firmą, Dominic jest przedsiębiorcą z Trynidad Tobago właśnie jest tutaj w Trynidad Tobago, tu widzicie za mną Morze Karaibskie, tam jakiś statek wycieczkowy. I on się zainteresował tą firmą i oglądając assety tej firmy, zasoby tej firmy stwierdził, że bardzo dużo ziemi ma ta firma. I teraz nie wiem, nie mam tego dokładnie w głowie, napiszę wam później dokładne informacje, mi się wydaje jakieś 300 ha może ziemi, w każdym razie bardzo dużo ziemi. On wycenił tą ziemię, samą ziemię już na jakieś 60 milionów dolarów. Do tego doszło dwie fabryki, każda z nich po chyba 30 milionów dolarów i do tego jeszcze doszły jakieś produkty, które oni mieli, które można było od razu sprzedać. W sumie wyszła mu ewaluacja, czy wartość tych zasobów, które oni mieli, które można było nawet jeśli firma by nie poszła po prostu upłynnić i sprzedać 120 milionów. No więc on wpadł na pomysł, ja od razu mu powiedziałem no to dlaczego nie dałeś im 5 milionów i powiedziałeś, żeby ich dokapitalizować, znaczy żeby mieli płynność, żeby mogli operować a ty byś powiedział, że chcesz 50 % udziałów za to. A on powiedział, no zrobiłem coś podobnego tylko byłem bardziej szczodry i zaproponowałem im 12,5 miliona dolarów za 90% udziałów, tam wynegocjowaliśmy, w sumie zapłaciłem 12,5 miliona za 47,5 % udziałów. W firmie, której same zasoby mają już wartość 120 milionów. Więc teraz każdy z was może sobie teraz policzyć, że zapłacił 12,5 miliona powiedzmy za wartość 55 milionów, tak? Więc bardzo ciekawa sprawa, więc ja się go pytam, ale ty miałeś te pieniądze, skąd ty miałeś wtedy już te pieniądze? A on mówi, no nie miałem tych pieniędzy. Mówię no to jak to zapłaciłeś? On mówi, była taka okazja, więc trzeba było po prostu spróbować. Ja podpisałem umowę i 90 dni było na finalizację umowy, tam trzeba było przechodzić due diligence, czyli sprawdzić czy to co oni mówią o firmie to się zgadza i tak dalej i tak dalej. No a ja miałem 90 dni na to, żeby zorganizować finansowanie, no i wyszedłem z założenia, że jeśli jest taki deal no to znajdę albo bank albo kogoś, kto mi pomoże to sfinansować, bo tu można bardzo dużo pieniędzy zarobić, jak to wyjdzie. Trzeba po prostu spróbować, jeśli nie wyjdzie to najwyżej w tym due diligence okaże się, że coś tam nie gra w tej firmie i tak dalej i że po prostu no będę musiał zrezygnować z tego. Natomiast chciałem zrobić wszystko, żeby to wyszło no bo taka to była korzystna transakcja. No i się okazało, że bank nie chciał mu sfinansować tego, pożyczyć mu 12,5 miliona, żeby kupić te udziały. Dlaczego? No dlatego, że on twierdził, że to były niepłynne zasoby, niepłynne assety, czyli to trudno taką ziemię spieniężyć, te dwie fabryki, które tam były do obróbki tych cytrusów, też trudno to spieniężyć, żeby to komuś sprzedać i ogólnie tam stwierdził bank, że to jest zbyt ryzykowne i niezbyt mu chcieli te pieniądze pożyczyć. No i on tak rozmawiał z jakimś tam przyjacielem, jakimś inwestorem czy bankierem, investment banker i mówi, no kurcze masz jakiś pomysł co by tutaj to ugryźć i tego. A on mówi, słuchaj z takimi pieniędzmi dużymi to ty wiesz jakie rzeczy tu na Karaibach można robić, znaczy jakie za 12,5 miliona co ty możesz kupić? A on mówi co? No, mówi na przykład jest taka firma na Bahamas, która produkuje, teraz nie pamiętam nazwy tej firmy, firma notowana na giełdzie, czyli jej akcje są bardzo płynne, w każdej chwili można kupić sprzedać i tak dalej, i ona produkuje właśnie napoje i gazowane i niegazowane, soki i chyba wodę nawet i alkohole. Bardzo szeroka jakby postawiona firma, bardzo popularne produkty i tak dalej i tak dalej. No i w każdym razie chodzi o to, że firma jest zdrowa mają super zyski i tak dalej, ale akurat giełda na Bahamach spadła, doszło do krachu na giełdzie i ona jest bardzo nisko notowana jak wszystkie inne firmy, czyli to jest okazja, żeby teraz kupić za bezcen ich akcje no i długoterminowo profitwać z tego. A poza tym oczywiście dostawać wysokie dywidendy, ponieważ oni są bardzo zyskowni. Mówi no to rzeczywiście to jest super temat, super okazja, ale Dominic by nie był Dominikiem gdyby nie pomyślał jeszcze jakby z tego związać jeszcze lepszy deal i stwierdził, że ta firma na Bahamach z pewnością byłaby zainteresowana kupnem właśnie produkcji tych ludzi z cytrusów, ponieważ to jest właśnie jeden z ich podstawowych składników do ich soków i do ich alkoholi. I po prostu bardzo korzystnie mogłaby tą firmę kupić. Więc on im zaoferował deal taki, że oni od niego kupią udziały te 47,5 %, bo on miał już podpisaną umowę. 47 procent w tej kooperatywie czy w tej firmie produkującej cytrusy z Belize, w tej firmie z Belize. Aha no i oczywiście dla tej firmy też było ważne, że mogą kupić te jakby te udziały w firmie z dużymi, z wysokim assetami, z wysokimi zasobami i oprócz tego oczywiście produkować cytrusy dla siebie z 40 % dotacjami państwowymi, tak? Więc to była bardzo atrakcyjna sprawa dla tej firmy z Bahamas i oni doszli do dealu i on sprzedał, aha a jeszcze na dodatek oni nie musieli płacić cash tylko po prostu zaproponował im, że zapłacą swoimi udziałami. I sprzedał im w zasadzie te swoje udziały za 17,5 miliona dolarów w ich akcjach, w akcjach tej drugiej firmy.

Czyli co miał na końcu?

Miał na końcu następującą rzecz, że miał 17,5 miliona w akcjach tej firmy na Bahamas, dzięki tym akcjom miał wysokie dywidendy z tej firmy, oprócz tego te akcje krótko, czy średnioterminowo, długoterminowo z pewnością by podskoczyły, ponieważ w tym momencie giełda była na dole, bahamska. I oprócz tego musiał jeszcze 12,5 miliona zapłacić dla tej firmy z Belize, żeby jakby wywiązać się z tej umowy. Więc co zrobił? Poszedł jeszcze raz do banku i powiedział patrzcie mam taki deal, pożyczcie mi 12,5 miliona mam wtedy akcje wysokości 17,5 miliona dolarów, mogę jeśli chcecie, możemy tak zrobić, że mogę je od razu sprzedać, oddam wam, wtedy macie mały jakiś tam procent, bo to w ciągu 2 tygodni mogę zrobić, a ja jestem 5 milionów do przodu. A możecie powiedzieć długoterminowo i ja jestem w stanie z samych dywidend spłacić ten kredyt. No więc oni dali mu ten kredyt. I tak rzeczywiście się stało, on zapłacił 12,5 miliona z tym kredytem, dali mu właśnie tyle, zapłacił za te akcje w Belize, zamienił się tymi akcjami na akcje tej firmy na Bahamach i miał wartości 17,5 milionów i z samych dywidend na tych akcjach spłacał, czy spłacił ten kredyt, który dostał. I teraz co z tego miał?

No na końcu miał takie, że już na początek miał zarobione 5 milionów, ale on tych akcji nie sprzedał tylko po prostu trzymał, bo one z czasem się zwiększały. i on chyba je w dalszym ciągu trzyma, nie wiem może z 50 milionów dolarów one mogą być warte teraz, nie znam teraz szczegółów. W każdym razie no niesamowity deal. Z niczego praktycznie nie mając żadnych pieniędzy, chyba w przeciągu dwóch miesięcy on zrobił 5 milionów dolarów, tak?

Handlując jakby firmami, udziałami w firmach odpowiednio to robiąc. Ale nie zrobiłby tego, gdyby tego po prostu nie spróbował. I bardzo dużo jest takich rzeczy, gdzie jest jakaś mała szansa, nikła szansa, że coś wyjdzie i ludzie po prostu nie próbują tego, czy nie próbujemy tego, bo się boimy porażki, bo szkoda się narobić jak nie wyjdzie. Nawet ostatnio w komentarzach pod jakimś filmem, ktoś tam mi pisał, że no wszystko ładnie i tego, ale narobię się, te wszystkie nerwy, czas i wysiłek i na końcu mi nic z tego nie wyjdzie, więc po co mi żyć w gwiazdach, lepiej robić rzeczy przeciętne, które są łatwe i tak dalej. No tak, ale to tak jak mówiłem, to wtedy się nic nie osiągnie, bo te najlepsze rzeczy, najważniejsze rzeczy, czy wielkie rzeczy, na to nie ma gwarancji, to trzeba po prostu zaryzykować, to trzeba spróbować. I to nawet w życiu codziennym jest tak.

Ja pamiętam, no teraz jak leciałem tu z San Francisco do Port of Spain na Trynidadzie to przesiadałem się w Miami i w Miami miałem między jednym a drugim samolotem normalnie godzinę dwadzieścia a ze względu na pogodę, bo jakieś tam nie wiem, wiatry były i tak dalej czy może nawet jakiś huragan nawet. No w każdym razie ciężka pogoda w południowych stanach, po prostu nie pozwolili nam z San Francisco wylecieć chyba przez 2 godziny. Dwie godziny mieliśmy opóźnienia na samym starcie, więc była praktycznie zerowa szansa, nikła szansa, że osiągnę moje połączenie z Miami do Trynidadu, a następne połączenie miałbym dopiero następnego dnia, tak? Czyli po prostu jeden dzień bym tutaj stracił i to tam organizacyjne by były problemy i tak dalej i tak dalej. Więc oczywiście ja no siedziałem jak na szpilkach i liczyłem na to, że nie wiem, osiągnę ten samolot, moje połączenie. Ale siedziałem z tyłu samolotu i rozmawiałem oczywiście proaktywnie tam ze stewardesami, żeby prosiłem czy mógłbym jakoś wcześniej wysiąść. One mówiły oczywiście my zakomunikujemy, że ponieważ mamy opóźnienie, że ci którzy mają teraz połączenia krótkoterminowe, żeby tylko ci wstali najpierw i wyszli zanim inni wstaną i będą blokowali, tak? Zanim ci którzy nie mają połączeń, bo im się aż tak nie spieszy. Ale mówi, że możemy to zakomunikować, ale to nie gwarantujemy, że ludzie się posłuchają tego i tak dalej. Ja mówię, no dobra, ale chociaż jakiś komunikat. No i okazało się, że no tak zakomunikowali, ale dopiero wtedy jak już ludzie wstali wszyscy i tego, no więc już wtedy nikt nie siadał tylko ten. I to tak długo trwało to wychodzenie z samolotu, aha, jak wylądowaliśmy to mieliśmy między, do doku jakby, dojechaliśmy i otworzyły się drzwi, to miałem 10 minut do odlotu mojego samolotu. Ale było tyle ludzi przede mną, ja po prostu bardzo się spieszyłem i chciałem jak najszybciej wysiąść, a nawet coś takiego było, że przede mną była jakaś taka staruszka, nie wiem, 90 letnia z córką i ona aż tak drżała, aż chodziła cała, ale blokowała całe przejście i nie można po prostu było wyjść, trzeba było poczekać, ja za nią szedłem, niecierpliwiłem się bardzo, ale musiałem zachować convenance i po prostu poczekać aż ona wyjdzie z samolotu i wtedy mogłem wyjść. Wychodzę a na miejscu ten ground staff, obsługa lotniska pytają się, bo tam informowali oczywiście przy wyjściu, kto jakie połączenie, ja mówię jakie połączenie a oni mówią, to już za późno to proszę iść tutaj do okienka przebukować lot, a ja mówię, jak za późno, ja wiem, że D15 mam, a tam było, nie wiem, D42 chyba, przylecieliśmy. Ja będę tam szedł, czy będę biegł, ja próbuję tak, myślałem, że to jest blisko, gdzieś nie wiem, 50 metrów odległość i tak dalej. A ta pani mówi, nie absolutnie nie zdąży pan, już ten samolot odleciał, niech pan zapomni, proszę się przygotować. Ja mówię, nie gra roli, ja muszę spróbować, biegnę teraz nie mam czasu z wami tutaj dyskutować i biegnę. Jak się okazało to okienko było 2 kilometry, tam jest bardzo długi jakiś taki terminal, 2 kilometry do przebiegnięcia, a miałem na to, wtedy już miałem no nie wiem, z 5 minut do odlotu, prawdopodobnie mniej. I nie wiem, jak to zrobiłem, ale zdążyłem. I jestem, i mogłem, czyli przyleciałem na czas do Trynidadu i tak to się skończyło. I gdybym słuchał tych ludzi, którzy mówili nie ma szans albo małe są szanse albo daj se spokój, odpuść, po co się męczyć i tak nie zdążysz, no to bym po prostu siedział, gdzieś w Miami, a nawet nie wiem czy w Stanach jest tak, że jak ci przełożą lot na następny dzień, to czy ci dają hotel, musiałbym może na lotnisku albo spać albo coś tam kombinować z hotelem. No a tak to dotarłem na czas, wszystko według planu i fajnie. I dlatego radzę wam próbować w życiu nawet jeśli są małe szanse powodzenia, zawsze coś osiągniecie, tym bardziej w wielkich celach, nawet jeśli, no nie wiem, nie osiągniecie ostatecznego celu, to już osiągnięcie połowy albo trzy czwarte albo nawet jednej czwartej tego celu może bardzo dużo wam dać w życiu. Niezależnie nawet od konkretnych wyników bardzo dużo się przy tym nauczycie i te doświadczenia, które zbierzecie wam dużo w życiu dadzą.

To tyle z Trynidad i Tobago. Dzięki. Do zobaczenia.

Co Ty myślisz na ten temat? Zapraszam do komentarzy.

Chcesz poczytać więcej motywujących rzeczy? Zapisz się na “Follow blog Indywidualista.pl” (w menu po lewej stronie), by dostawać powiadomienia o nowych arykułach na skrzynkę e-mail.

Pamiętaj podzielić się wpisem z bliskimi i przyjaciółmi korzystając z poniższych linków:

Advertisements

2 myśli na temat “Dlaczego warto próbować (wideo)”

  1. Świetny film. Tak naprawdę na nic nie mamy w życiu gwarancji. Trzeba próbować! Dziękuję Ci, że są jeszcze tak motywujący ludzie jak Ty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s