Joe De Sena – najwszechstronniejszy człowiek sukcesu

joedesena„Wracając ze znajomym jego samochodem z jakiegoś ironmana przysnąłem zmęczony kilkunastogodzinnym zmaganiami … i obudziłem się na trawie przy drodze, zakrwawiony, w obłędnym bólu, z nogą na plecach…ze swoją nogą na plecach. Najwyraźniej znajmomy też przysnął…i wyleciałem przez przednią szybę samochodu. Do mojej świadomości dotarło światło karetki oraz głos pośpiesznych kroków i odpłynąłem. Okazało się, że noga wyleciała ze stawu biodrowego i aby ją znów wstawić lekarze musieli mi złamać kość miednicy. Nie dawali mi szans, że będę mógł normalnie chodzić, nie mówiąc o bieganiu. Zacząłem od yogi, a cztery tygodnie po tym wydarzeniu siedziałem już na rowerze.  Jeszcze przed końcem roku, w ramach rehabilitacji połykałem kolejne ironmany.”

Tak Joe opisuje jedno z wydarzeń jego życia. Kim jest ten człowiek i dlaczego uważam go za najbardziej wszechstronnego człowieka sukcesu?

Życie Joe to pasmo wyzwań, które pokonuje z niesamowitą siłą woli i zacięciem, odnosząc przy tym niesamowite sukcesy w każdej z dziedzin życia. To chyba najbardziej wszechstronny człowiek jakiego znam.

Wychował się w Queens. Jego sąsiadem był don mafii nowojorskiej, który wziął go pod swoje skrzydła i zatrudnił 13-letniego Joe do czyszczenia basenu w swojej willi. Wkrótce Joe czyścił i budował baseny dla całego nowojorskiego światka przestępczego. Jeszcze przed uzyskaniem pełnoletności rozwinął pokaźny biznes basenowo-budowlany. Nie trzeba być Einsteinem, żeby wyobrazić sobie, jakiej odwagi i wyczucia potrzeba by robić biznes w takich warunkach, gdzie każde nieporozumienie może zakończyć się śmiertelnie.

Ten biznes kosztuje go dużo siły, energii i nerwów. Stwierdza, że musi zdobyć dobre wykształcenie, jeśli nie chce spędzić życia dźwigając worki z cementem. Wkrótce Joe postanawia studiować w Cornell University, jednym z lepszych College’ów w USA. Niestety czterokrotnie zostaje odrzucony. Jednak nie poddaje się. Uczy się latami, aż w końcu dostaje się na studia na tym wymarzonym uniwersytecie i równolegle dalej prowadzi firmę. Jest pierwszą osobą w jego rodzinie, która cokolwiek studiuje.

Po studiach wraca do swojego biznesu uzbrojony w wiedzę zdobytą na uniwersytecie, zdeterminowany rozwinąć biznes na dużą skalę. Biznes dobrze idzie, Joe robi $250,000 zysku rocznie.

Jego mentor, którego poznał na uniwersytecie, namawia go przez cztery lata by zainwestował się giełdą papierów wartościowych. Dzwoni do Joe co miesiąc, ale ten za każdym razem mu odmawia. Aż któregoś dnia daje się namówić na zainwestowanie w akcje pewnej firmy farmaceutycznej. W ciągu 3 dni firma ta zostaje kupiona przez inny koncern a Joe zarabia na kupionych akcjach $100.000 w ciągu 3 dni.

Stwierdza, że lepiej na poważnie zainteresuje się giełdą papierów wartościowych, niż harować w pocie czoła za „grosze” prowadząc firmę budowlaną. Przez 8 miesięcy puka od drzwi do drzwi szukając pracy w firmach brokerskich. W końcu ktoś oferuje mu pracę za $32.000 w roku. To 10 razy mniej niż zarabia jego firma. Nie waha się ani przez chwilę. Sprzedaje firmę swoim polskim pracownikom i zaczyna pracować jako broker na Wall Street, ucząc się ile tylko może.

W ciągu kilku lat zdobywa głęboką wiedzę w kilku nowo powstałych gałęziach finansów. W końcu zakłada własną firmę na Wall Street, ale życie wydaje mu się zbyt łatwe.

Za namową znajomego zaczyna interesować się i wkrótce uczestniczyć w wielodniowych biegach i wyścigach przygodowych. Przykładowo pokonuje słynny iditarod. To wyścig na psich zaprzęgach w poprzek Alaski przy 30-stopniowym mrozie. Ale on robi to bez psów. Sam ciągnie za sobą sanie obładowane wyposarzeniem i prowiantem zdany tylko na siebie na arktycznym pustkowiu. Pokonanie pieszo 610km w tych warunkach zajmuje mu traumatycznych 9,5 dni.

Z tej perspektywy ironman, dla wielu coś absolutnie nieosiągalnego, jest porównywalny do jego dotychczasowych kilkunastogodzinnych sesji treningowych. Joe bez trudności przestawia się więc na ironmany i ultramaratony.

To właśnie wtedy wydarza się ten tragiczny wypadek, który wydaje się położyć kres jego sportowym ambicjom. Niewyobrażalnym wręcz jest fakt, że Joe używa ironmanów w celach rehabilitacyjnych. Jego największe osiągnięcia jeszcze przed nim.

W ciągu następnego roku po wypadku absolwuje 15 ironmanów. Ale chyba jego największym osiągnięciem jest ukończenie Vermont 100 (ultramaratonu na 100mil = 160km), Badwater Ultramaraton (najcięższy ultramaraton świata, rozgrywany w Dolinie Śmierci na dystansie 135mil = 217km przez Dolinę Śmierci, najgorętsze miejsce na ziemi, przy temperaturze około 50 stopni celcjusza), oraz Lake Placid Ironman… wszystko to w ciągu zaledwie jednego tygodnia! Najciekawsze jest to, że Joe musiał w międzyczasie jeszcze bawić się na weselu, bo tak obiecał żonie.

Joe absolwuje ponad 50 ultramaratonów (m.in. jeden o długości 480km non-stop), ironmanów i wielodniowych zawodów wytrzymałościowych, staje się legendą w historii sportów wytrzymałościowych, ale na tym nie koniec jego dokonań.

W roku 2007 sprzedaje swoją firmę tradingową i kupuje farmę w stanie Vermont, którą chce prowadzić wraz z rodziną.Wkrótce jednak okazuje się, że proste życie farmera, to za mało dla jego niespokojnej duszy.

Żeby wypełnić swój czas kupuje kilka miejscowych biznesów, w tym restaurację, pensjonat, sklep i firmę organizującą wesela, przejmuje miejscową agencję poczty. Jednak to wszystko w dalszym ciągu nie spełnia jego oczekiwań. Do tego wszystkie te lokalne biznesy są deficytowe, bo operują w wiosce z zaledwie 400 mieszkańcami.

Żeby ratować sytuację finansową sam zaczyna organizować wielodniowe mordercze wyścigi z przeszkodami pod nazwą Death Race. Wyścigi te nie mają wyznaczonego dystansu ani czasu trwania. Śmiałkowie by przed startem muszą podpisać zwolnienie organizatora z odpowiedzialności w razie własnej śmierci. Joe maltretuje uczestników tak długo, dopóki 90% z nich się nie podda albo padnie z wyczerpania. Pozostałe 10% ogłaszanych jest wówczas zwycięzcami.

Ta mordercza formuła okazuje się zbyt zwariowana i także ze względu na wysoką cenę mało dostępna dla zdecydowanej większości ludzi zainteresowanych sportami wydolnościowymi, przygodami, czy też przekraczaniem granic.

Wtedy pojawia się formuła zawodów Spartan Race, inspirowanych przepisem na życie starożytnych Spartanów. To biegi z przeszkodami na trzech dystansach od 5km do 20km. W ciągu pierwszych lat firma stoi trzykrotnie u progu bankructwa. Tylko dzięki niezłomenej wierze drużyny, wielu poświęceniom i nieprzespanym nocom udaje się ją utrzymać przy życiu. W końcu pomysł chwyta i rozprzestrzenia się po świecie z prędkością ognia. W międzyczasie takich biegów odbyły się setki, a uczestniczyło w nich już ponad milion atletów. Wartość firmy Spartan Race określana jest w setkach milionów dolarów. Joe napędzany jest myślą zerwania milionów ludzi z kanap, dania im nowego sensu w życiu poprzez ulepszanie swojego charakteru i sprawności swojego ciała. Wokół spartańskiej idei powstaje globalna społeczność. Joe urasta niemalże do rangi życiowego guru, symbolu niezłomności.

Teraz pewnie rozumiesz, drogi czytelniku, dlaczego uważam go za najbardziej wszechstronnego z ludzi sukcesu. Zarówno w sporcie, w biznesie, w rozwoju osobistym jak i w życiu osobistym osiągnął niebanalne sukcesy.

Dlaczego osiągnął tak wiele we wszystkich dziedzinach życia?

Myślę, że przyczyną tego jest jego fascynująca filozofia życiowa, filozofia „celowego cierpienia”. Jest ona oparta na dwóch filarach: punkt odniesienia i odroczenie nagrody.

Joe zaczyna każdy dzień o 5:30 od godziny cierpienia. Robi to, żeby nadać sobie odpowiedni punkt odniesienia. „Jak zrobisz rano 300 burpees, to reszta dnia wydaje się błachostką. Cokolwiek by się nie wydarzyło, cokolwiek ciężkiego stanie na Twej drodze mówisz sobie: to łatwe w porównaniu do burpees. Jeśli nie muszę cierpieć robiąc burpees, to jestem szczęśliwy.”

Także jego dzieci budzone są o 5:30 i zaczynają dzień od godziny treningu ze sprowadzonym z Chin specjalnie w tym celu mistrzem kung-fu. Wieczorem kolejna godzina treningu. Efekty: Jego pięcioletnia córka zrobiła już 300 burpees bez przerwy. Jego ośmioletni syn też i do tego przebiegł maraton w wieku 7 lat. Jego dziewięcioletni syn ma już za sobą ultramaraton, robi 300 burpees w ciągu 18 minut 55 sekund. Jednoletnia córeczka zacznie trenować z resztą, jak tylko zacznie chodzić.

Ponieważ dzieci najszybciej uczą się języków i bardzo lubią oglądać telewizję, w domu Joe mogą ją oglądać dowoli… jeśli jest w języku Chińskim.

Według niego tylko zadając sobie świadomie cierpienie jesteśmy w stanie doznawać szczęścia, bo wtedy doceniamy brak problemów i cieszymy się każdą minutą życia, kiedy cierpieć nie musimy.

O co chodzi w odroczeniu nagrody? Chodzi o wytrwałość, o inwestowanie w przyszłość, o wybieranie drogi trudniejszej, drogi mniej uczęszczanej, ale bardziej przyszłościowej, chodzi o nieugiętość, o powstawanie po każdym upadku.

Joe to fascynująca osoba i wyluzowany gościu. Obejrzyj sobie tą prezentaję, żeby dowiedzieć się więcej:

Polecam też jego książkę o tytule „Spartan Up!”

Myślę, że nietrudno rozpoznać w nim nietuzinkowego indywidualistę.

A Ty czytelniku, co myślisz na ten temat? Ciekaw jestem Twoich opinii. Zapraszam do komentarzy.

Chcesz poczytać więcej motywujących rzeczy? Zapisz się na “Follow blog Indywidualista.pl” (w menu po lewej stronie), by dostawać powiadomienia o nowych arykułach na skrzynkę e-mail.

Pamiętaj podzielić się tą historią z bliskimi i przyjaciółmi korzystając z poniższych linków:

12 myśli na temat “Joe De Sena – najwszechstronniejszy człowiek sukcesu”

    1. Kamil, myślę, że dla zdecydowanej większości ludzi, nawet dla 99% maratończyków, biec 100km non-stop to absolutna abstrakcja. Masz naprawdę być z czego dumny.
      Niezależnie od tego ciekaw jestem ile syn Joe przebiegnie w wieku 19 lat, skoro w wieku 9 lat ma już za sobą 50km.

  1. Świetna historia – inspirują mnie tacy ludzi którzy przekraczają granice które są jedynie w naszych głowach. Krew mnie zalewa gdy czytam jakieś bzdurne poradniki lekarzy czy „ekspertów”, że rób tak i tak, bo stanie się to i to, nie biegaj bo stawy, nie rób tego bo umrzesz itd. Cała masa głupich wymówek by mieć nudne, proste życie bez żadnych wyzwań i celów.

    Super blog, czekam na książkę o miliarderach.

  2. Czytając ten pobudzający artykuł, można mieć też mieszane uczucia, bo nawet gdy dzieci zarażone życiem na ” luksusowej krawędzi” , pełne frywolnej energii, zakładając też, że tata jest zazwyczaj i tak pierwszym mentorem życia, ciekawi mnie, czy mama też może sobie „poszaleć” 😉
    Podobnie też w pierwszej myśli, można odebrać motto życia, by sprawiać sobie ból”, za jednak nieco kontrowersyjne, a przesilenie domostwa „chińszczyzną”, jako wyraz ekscentrycznej nudy zwykłym, amerykańskim życiem, to ostatecznie każdy może mieć swój sposób na rozwój osobisty 🙂
    Natomiast samo „odroczenie nagrody”, uważam za genialne! Samodzielne dawkowanie sobie nagrody, za zrealizowanie wyznaczonych zadań. Niewątpliwie jednak mające sens w przypadku ludzi z niebywałą dyscypliną osobistą i niezłomną wytrwałością.
    Generalnie odbieram go jednak jako człowieka wiecznie poszukującego, czego mu troszkę współczuję, bo wygląda na to, że nic na dłuższą metę go nie cieszy i nie rozwija głębiej. Sprawia przez to wrażenie, że nie jest człowiekiem chętnym do przyjażni czy współgrania z innymi, ponieważ to jego czyny muszą być ciągle wystawiane na podziw. Nie jest też zachęcającym , by na nim polegać, choć jak widać próbuje, organizując najróżniejsze globalne przedsięwzięcia…ale jakby wszystko się szybko miało zacząć i szybko…kończyć.
    Natomiast oczywiście są wśród nas nie tylko tacy szaleńcy, ale i właśnie indywidualiści, którzy podążają w różnych kierunkach, którzy żyjąc życiem na „spolaryzowanych” poziomach, dopiero wtedy czują, że żyją:) Nawet gdyby to miała być tylko chwila!
    Zastanawiam się, czy można w ten sposób osiągnąć poziom życia w pełni…gdy zaraz będzie coś innego?;)
    Być może to jest właśnie to. By doświadczyć jak najwięcej .
    By wyzbyć się poczucia progu własnej nieśmiertelności i przekraczać swoje granice.
    Więc ja może nie do końca podziwiam, ale na pewno czerpię inspirację i energię z tej wiedzy o niesamowitych wyczynach, jakich on dokonał> Jakich dokonać może jeden człowiek 🙂 Coś w tym jest 😛

    1. Jakie cierpienie.. przecież napisał, że robi 300 małpek rano i potem ma już cały dzień samo szczęście 😉

  3. Wspaniała historia, niezwykle motywująca. Łatwiej było by mi powiedzieć, że nie umiem liczyć do pięciu, niż, że jestem w stanie wyobrazić sobie 300 burpees. Ta pięcioletnia dziewczynka mnie zachwyciła, dlatego zamierzam zwiększyć swoje umiejętności (nie od jutra, ale od dziś).

  4. Niesamowity człowiek! 😀 Czytam, czytam i kilka razy mi szczęka opadła z wrażenia 😀 Aż się chce żyć!

  5. Dzieki temu wpisowi zrobilem 10burpes potem 10 i jestem podekscytowany 😉
    Ogolnie to wczesniej leniem bylem do tego rozpieszczonym i z depresja.Niedawno temu zapisalem sie na joge i crossfit oraz zaczalem chodzic na skiturach po ok 1.5km w gore chodzenie na nartach.
    Bylem mega leniem ja nazywalem siebie kaleka zyciowa ale chcialem sie zmienic nie wiedzialem natomiast jak.Czytalem mase ksiazek i nic nie mialem z nich natomiast zaczalem cw i sa pierwsze male efekty.Od dzis dokladam co najmniej 10burpeess i idziemy w gore dziekuje 😉 podziwam cie i bohatera artykulu, pozdrawiam Piotr przyszly gigant zycia 😉

    1. Gratulacje Piotrze! U siebie też zauważyłem, że sport bardzo korzystnie wpływa na samoskuteczność, dyscyplinę, poziom energii, wiarę w siebie i oczywiście samopoczucie, a w efekcie polepsza rezultaty, jakie uzyskujemy w każdej dziedzinie życia. Co do burpees: Poradź się doświadczonego trenera z podłożem medycznym jak je prawidłowo wykonywać, bo bardzo łatwo popsuć sobie kręgosłup przy nieprawidłowej technice.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s