Moralność latynosa – zrozumieć czy…pokochać?

ggmarquezZapraszam do przeczytania wpisu gościnnego autora o wielkim indywidualiście 20go wieku:

Być może dla wielu z nas określenie „ Latynos” może kojarzyć się z lekkim wpływem rasistowskiego skojarzenia, lecz zapewniam od razu, że jest to nazbyt wygórowane odczucie… Mnie też nachodziły takie skojarzenia, przed natknięciem się „ świadomie” na fantastyczną biografię światowej sławy pisarza i noblisty Gabriela Garcii Marqueza

Jego historia życia, osobowość  i mentalność  uzmysłowiło mi  w ogóle istnienie …takiego stanu umysłu. Przeczytawszy tę książkę , okazałą w treści biografię , zaczęło dochodzić do mnie przeświadczenie , jakie może to być naturalne…  Ale po kolei…

Gabriel Garcia Marquez – w ujęciu europejskim wyzwolony, zuchwały osobnik, który kierował się swoją bujną fantazją i możliwościami, jakie kreował tylko jego własny umysł. Pochodzący ze średniej klasy nizin społecznych , urodził się w malutkiej miejscowości Aracataka , nieopodal Barranquilli ,  w zachodnio północnej części Wybrzeża Columbii . Porzucony w dzieciństwie przez własnych rodziców, wychowywany był przez swego dziadka, pułkownika, miejscowego naczelnika podatkowego, w hacjendzie pełnej ludzi, ciotek, przejezdnych gości, służących Indian , lecz także i duchów… którzy to wszyscy wpłynęli na chłonny inspiracji młody umysł małego Gabita ( takie pseudo Garcia Marquez będzie ciągnął za sobą do końca życia) . Wyrastał  więc u boku „rządzącego” dziadka , zdobywając pewność siebie , jednocześnie otwierając umysł na wszelką wyobrażnię , która już od wczesnych lat buzowała w jego głowie. Jedynie ciemność nocy przerażała  wrażliwą stronę jego istoty, by w ukazującym się świetle dziennym, dojrzeć dalszy sens życia…

„Otaczał go urozmaicony, wciąż zmieniający się świat, czasem brutalny, czasem magiczny, w którym czuł się dokładnie jak chłopiec w „Szarańczy”

Wiele lat póżniej Garcia Marquez wspominał „ Dotknąłem lodu i poczułem, że mnie pali.  Potrzebowałem lodu w pierwszym zdaniu „ Stu lat samotności”, ponieważ w najgorętszym mieście świata ,lód był czymś magicznym” Gdyby nie było tak gorąco , książka by się nie udała.

Początkowy obraz „Stu lat samotności” był już w Domu…( jego pierwsza przymiarka) …”Każdy dzień niósł ze sobą odkrycia- czy to wizytę  w kompanii bananowej, czy na stacji kolejowej. Kompania bananowa sprowadziła kino, radio i tym podobne.Przyjechał cyrk z dromaderem i baktrianem, przyjeżdżały całe wesołe miasteczka kołami fortuny, kolejką górską i karuzelami. Mój dziadek zawsze prowadził mnie za rękę , żeby wszystko zobaczył. Zabierał mnie do kina i choć nie pamiętam filmów, dobrze pamiętam obrazy. Dziadek nie miał pojęcia o cenzurze, więc oglądałem wszystkie filmy”

Fakty takie jak poznanie własnych rodziców w wieku dopiero 8miu lat jak i śmierć jego największego wzorca, jakim był dziadek , spowodowała oderwanie Gabita od rzeczywistych umoralnień jego działań.  Dopiero  gdy zazna wewnętrznej miłości , stanu uczucia do kobiety , będzie potrafił rozgraniczyć ją od wszelkich wariackich poczynań, które… i tak porywały go do póżnych lat wieku średniego, przyjmując  w nieco zawoalowany sposób,  ze w kulturze, w której mężczyźni  nie mogli mieć stosunków seksualnych z kobietami, które chcą poślubić, utrzymywali  częste stosunki z prostytutkami, służącymi lub z żonami innych mężczyzn.

W momencie gdy opuścił swe rodzinne strony  wybrzeża Columbii, siląc się na przetrwanie w wiecznie „zaciemnionym” mieście Bogota, w którym niejako dusił swą duszę „ costińo” , dojrzał do samoistnej waleczności o siebie, nie zważając  uwagi nawet na to jak wygląda, czy ma co zjeść i gdzie spać… „Był jak ryba bez wody z swoimi długimi, anarchistycznymi włosami, w sfatygowanych kolorowych spodniach i cudacznych koszulach, świadomie buntujący się każdym niezdarnym ruchem”

Jego bolesne wspomnienia z tego okresu przypominają jeden z komentarzy Kafki, że studiowanie prawa w ponurej Bogocie, było „ żywieniem się, w sensie intelektualnym, trocinami, co więcej, trocinami  już dla mnie przeżutymi w tysiącach ust innych ludzi”

Już wtedy więc zaczął pisywać artykuły , na początku za ochronną maską costeño, nawet jeśli niechętnie przyznawał się do takich ambicji, na wypadek, gdyby mu się nie powiodło.

Artykuły te już jednak wtedy przysporzyły mu sławy wśród bogockiej młodzieży studenckiej  i choć nie dawało mu to satysfakcji dla jego  rozbujanego umysłu, gdy wyjechał do Cartageny w wyniku działań rewolucyjnych bogotazo, również tam oprócz kontynuacji studiów prawniczych pisał dla „ El Universal” które ostatecznie traktował jako jedynie środek  prowadzący do celu i uważał całe to dziennikarstwo za gorszy gatunek pisania.

Po niedługim czasie jednak znów wraca do Bogoty, gdzie wydaje swoją pierwszą powieść  … i jako już odnoszący sukcesy  dziennikarz  i uznany pisarz  kieruje się do Starego Świata, gdzie czekają na niego wspaniałości europejskiej cywilizacji…

Odwiedza Genewę. Rzym, Wiedeń , zatrzymując się na dłużej w Paryżu , zahacza nawet o Czechosłowację i Polskę, z których bezpośrednie relacje z tych wizyt nie zostały od razu opublikowane.

Nadmieniając kilka faktów z  pierwszej połowy rozkwitu jego życia, nie moim zamysłem jest jednak opisywanie biografii, ale skupienie się na esencji umysłu, jaki wydał  z siebie „noblowskie” dzieła…

W Europie więc Garcia Marquez nie ujarzmił w żaden sposób swego latynoskiego rozpędu, otaczając się niezliczoną ilością pseudo i przyjaciół, nie znaczących kobiet , pisał swoje dzieła i dążył do realizacji marzeń skrytych głęboko w zakamarkach jego umysłu, wdając się bez przeszkód i jakichkolwiek zahamowań w interpretowanie polityki i systemów państw Wschodniej Europy ,niezrozumiałego  marazmu jaki tam panował , który zresztą ostatecznie ostro krytykował.

Zatrzymując się na dłużej w Paryżu, doznaje namiętnej miłości , z której jednak świadomie zrezygnował…na rzecz czekającej w Columbii Mercedes, dziewczyny którą akurat upatrzył sobie za żonę… Ostatecznie więc swe źródło działania i najznamienitszej twórczości  odnalazł w rodzinnej Columbii w powiązaniu z Kubą i Meksykiem, które stały się wręcz kolebką jego historii , a które odnajdujemy barwnie i  magicznie opisane w jego powieściach.

Przez swoją nieokrzesaną manierę i wybitnie inteligentną osobowość dotarł na szczyty politycznych władz, przyjaźniąc się bardzo blisko z głowami tych państw , jak i tez prezydentami Francji i Hiszpanii.

Jego zuchwałość z mieszanką niekwestionowanej charyzmy budziła w ludziach niepokój ale jednocześnie  sprawiała, że chciało się go mieć przy sobie, słuchać jego rad, sugestii i wykwintnie odważnych opinii. I tak dotarł do oficjalnych szczytów nieoficjalnego zarządzania tą częścią świata ( Columbia, Cuba, Meksyk, Hiszpania, Francja)

W głowach ludzi tam będących na szczycie, rozkołysał podniecający udział wniknięcia w ich umysły, by pod przykrywką statusu poety-pisarza, sterować najważniejszymi decyzjami  politycznymi na tym obszarze ziemi. Pytany o to , kwituje to krótko i przekonywująco : „ Już od dziecka wiedziałem, że tak będzie”

Przedstawiając w tak krótkim zarysie jego drogę, chcę zwrócić jednak uwagę na tę inną sferę jego sukcesu, a dokładniej sukcesu człowieka o  kolokwialnie nazywając „ wyuzdanej wręcz naturze”

Już we wczesnych szkolnych latach pisywał dla wszystkich znajomych listy miłosne, piosenki czy krótkie opowiadania, sam nie przywiązując do tego żadnych uczuć czy emocji. Nie przyznając się, że już we wczesnych jego osobistych wierszach już pisze o własnym uczuciu, które nosił prawdopodobnie nieświadomie. Brodząc  jak po omacku po wszystkich rozbestwionych hulaszczo alkoholem i narkotykami  miejscach, nie przywiązywał się do nich , szukając jedynie możliwości rozkwitu swojej wewnętrznej fantazji, by ostatecznie sięgnąć szczytów. Niesamowite jest to , że wewnątrz skrywał uczucia do wybranych , niewielu osób, w tym do jednej kobiety , uczestnicząc jednocześnie cieleśnie w całym dostatku otaczającego go latynoskiego hulaszczego życia. Pochodząc jednak z takich „ rewirów” kulturowych, trudno się temu dziwić… Tak więc i Gabito z umysłem  nasączonym niejako wewnętrznym rozłajdaczeniem , dążył do ukojenia swej duszy i samorealizacji w poznawaniu świata, jego „zarządzaniem” przez osoby mu poddane w przyjazni ( np. Fidel Castro) , posiadając  u swego boku, w drugiej połowie życia, wierną , mądrą kobietę, rozumiejącą jego rozhuśtaną dwoistość natury.

To właśnie pod wpływem  jego emocjonującej biografii , przychodzi fascynujące zainteresowanie ludzką naturą , a raczej tą odważną jej stroną , nie stroniącą od „ zboczeń” z wydeptanej ścieżki.

Do czego zmierzamy lub do czego zmierzać chcielibyśmy , ale boimy się do tego przyznać nawet przed sobą samym , w ciemnym zakamarku naszego umysłu.

Osobowością Garcii Marqueza można zaczarować tysiące ludzi, dodać im odwagi w kreowaniu siebie , swego własnego szczęścia  i szczęścia ludzi, którzy go otaczają.

Chyba  sam Garcia Marquez w swych powieściach i sposobem wyrażania siebie , potrafi ująć to najlepiej, by poczuć się oczarowanym chęcią działania, by robić to świadomie, ale z nieobciążającą podświadomością sukcesu…podsyconym  żarliwym uczuciem i wyobrażnią , które przenikają nas czytając jego dzieła.  By rozbudzić w sobie wyobrażnię, która kreuje wszelkie możliwości , by stać się wielkim potentatem radości z tego co robimy, z zaskakującym finiszem osiągnięcia sukcesu…

Bo jak  to  rozumieć,  gdy po przeczytaniu najbardziej sławnego dzieła „ Miłość  w czasach zarazy” nawet największe osobistości polityczne świata doznawały przepełnienia radością i optymizmem, wzbudzając w nich niesamowity polot  w działaniu i otwierając mózg na łatwość funkcjonowania na szczycie władzy, sławy, rządów czy własnych potrzeb ludzkich… Jak pojąć w zastałym ,niekiedy mocno umoralnionym umyśle , że tylko jego otwarcie pozwolenie sobie na fantazyjne bodżce, dodadzą nam euforii i ostatecznego zadowolenia i poznania siebie samych w innych obliczach, jakże szerszych i potencjalnie rozwojowych…

Sam noblista , który ośmielił się w ten sposób nadużyć swoją artystyczną reputację, powie:

„ Nigdy naprawdę nie znasz siebie. Nigdy naprawdę nie znasz drugiego człowieka. Nie należy sądzić ludzi. Niektórzy potrafią zmienić zachowanie i do pewnego stopnia osobowość; inni pozostają tacy sami na zawsze, mimo upływu czasu. Nie wiadomo, co może się w życiu zdarzyć. Rozumie się życie,  kiedy jest już za póżno- i nawet wtedy zmieni się zdanie, gdy pożyje się jeszcze dłużej. Bardzo trudno moralizować na temat miłości i sexu. Bardzo trudno oddzielić miłość od sexu. Bardzo trudno oddzielić miłość od przyzwyczajenia, wdzięczności lub własnej korzyści. Jest wiele rodzajów miłości i można kochać ludzi na wiele różnych sposobów. Nie wiadomo co jest lepsze: życie w pojedynkę, czy małżeństwo, cyganeria czy konwencja, ; podobnie nie da się powiedzieć , czy bezpieczeństwo jest lepsze od przygody, czy odwrotnie, ale za wszystko trzeba płacić.  Z drugiej strony życie jest jedno i nie ma drugiej szansy. Nigdy nie jest się zbyt starym. A jednak, a mimo to, a jednak jedno życie nie jest lepsze niż inne …”

A jednocześnie na konkretne pytanie , czy możemy o tym porozmawiać, Garcia odpowie z powagą przedsiębiorcy pogrzebowego, który stanowczo zatrzaskuje wieko trumny, mówiąc : „ Nie”

„ Każdy ma trzy życia: publiczne, prywatne i sekretne”

Co sądzisz?


Chcesz poczytać więcej motywujących rzeczy? Zapisz się na “Follow blog Indywidualista.pl” (w menu po prawej stronie), by dostawać powiadomienia o nowych arykułach na skrzynkę e-mail.

Pamiętaj podzielić się tą niebywałą historią z bliskimi i przyjaciółmi:

Jedna myśl na temat “Moralność latynosa – zrozumieć czy…pokochać?”

  1. Zrozumienie moralności latynosa jest możliwe.Jej pokochanie – nie! Uczucie najwyższe rezerwujemy dla jednostki, rozbicie go na wielość jednostek – może jedynie skutkować niepełnym jego doznawaniem, niedosytem, który będzie powodował poszukiwanie kolejnego i kolejnego obiektu,który miałby je zaspokoić. W samym tym poszukiwaniu nie ma nic złego, bo jest to droga do poznawania wszelakiego: siebie ,ludzi,świata. Owo nienasycenie będące motorem działań poszukiwawczych może sprawdzić się w przypadku „latynosopodobnego” myślenia.Osoby pozbawione tego „pierwiastka” mogą jedynie odczuwać po pewnym czasie zniechęcenie i frustrację. Bo ileż można szukać?Ileż poznawać?Ileż…?Tyle, aż się znajdzie.Życzę wszystkim udanych wrażeń poszukiwania i w końcu znalezienia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s