Károly Takács czyli „jednoręki bandyta”

220px-Karoly_Takacs_at_Melbourne[1]Jeśli spotkało cię nieszczęście, wypadek losowy, który wydaje się przekreślać wszystkie twoje plany i marzenia, to historia, którą przeczytasz pokaże ci co można osiągnąć poprzez niezłomność i wytrwałość, wiarę w siebie i nie poddawanie się wobec wszelkich przeciwności losu. Historia Karoly Takacsa wydaje się bajką dla grzecznych dzieci, jednak jest całkowicie prawdziwa. To historia człowieka, który spisany na straty postanowił walczyć.Jest rok 1936. 26-letni Karoly jest sierżantem w armii węgierskiej, wyborowym strzelcem. Jest także strzelcem sportowym, najlepszym na Węgrzech i należącym do światowej elity. Liczy na udział w igrzyskach olimpijskich w Berlinie, jednak przepisy na Węgrzech dopuszczają do udziału w olimpijskich zawodach strzelniczych tylko oficerów. Karoly będzie musiał poczekać cztery lata na swoją szansę.

Rok 1938. Karoly dominuje już w swojej dyscyplinie. Jest już kilkukrotnym mistrzem Węgier i zwycięzcą wielu zawodów międzynarodowych. Jest gorącym kandydatem na złoty medal na nadchodzących igrzyskach olimpijskich w Tokyo w 1940, tym bardziej, że węgierskie przepisy udziału w igrzyskach zostały zmienione i nie potrzebny już jest do tego stopień oficerski. Wszystko wydaje się być na dobrej drodze.

I tu dochodzi do katastrofy. Na poligonie wadliwy granat eksploduje mu w prawej dłoni, urywając część ręki, ręki którą strzela. W mgnieniu oka nie tylko jego olimpijskie marzenia legną w gruzach, ale także traci na zawsze prawą rękę, która musi zostać amputowana. Karoly odbywa długą rehabilitację, jego kariera sportowa jest zakończona, a wojskowa bardzo ograniczona, stoi pod znakiem zapytania.

Co ty byś zrobił czytelniku jeśli straciłbyś prawą rękę, którą nie tylko posługujesz się na codzień, ale która byłaby podstawą twojego sukcesu i sensu życia, na której legendarnej sprawności i precyzji opierałyby się wszystkie twoje plany na przyszłość. Pytanie, które w takiej sytuacji nasuwa się na myśl to: „Dlaczego ja?”. Nie trudno się załamać w obliczu takiej tragedii, zamknąć w sobie, ubolewając nad swoim losem, użalać się nad swoim inwalidztwem. Nie trudno poddać się, porzucić swoje wielkie cele i zredukować swe życie do poziomu swoich obecnych możliwości.

Ale Karoly jest ulepiony z innej gliny. Podczas gdy wszyscy wokoło spisują go na straty, łącznie z pracodawcą i rodziną, on zamiast rozpamiętywać utratę ręki, która prawdopodobnie dałaby mu złoto na najbliższych igrzyskach olimpijskich, postanowia skupić się nad tym co ma: silną psychikę, mentalność zwycięzcy, determinację i…tak, zdrową lewą rękę.

Po miesiącu w szpitalu znika z pola widzenia. Mimo bólu, jaki w dalszym ciągu doświadcza, mimo wszelkich faktów, które mówią przeciwko niemu, nie porzuca obranego celu. Ćwiczy potajemnie swoją lewą rękę, by nabrać nią sprawności jaką miał w prawej. Czy to możliwe? Czy możliwe, by ktoś w wieku 28 lat nie tylko nauczył posługiwać się lewą ręką, ale nabrał w niej takiej precyzji i sprawności, by móc strzelać do tarczy? Ukrywa się ćwicząc strzelanie lewą ręką by nie narażać się na ośmieszenie otoczenia. Po co inwalidzie strzelanie? Przecież by mieć jakiekolwiek szanse w świecie trzeba mieć niesamowity talent i bardzo sprawne, precyzyjne dłonie, ćwiczone od dzieciństwa.

Po roku pojawia się niespodziewanie na mistrzostwach Węgier. Dawni koledzy cieszą się, że znów go widzą. Gratulują mu, że jest dzielny, że się nie załamał, że się interesuje. Dziękują za gest. Są wdzięczni, że przyjechał, by im kibicować, by ich wesprzeć moralnie. Ale on chce startować w zawodach. „Dobry żart!” mówi organizator z drwiącym uśmiechem widząc przed sobą inwalidę. „Nie, ja nie żartuję.”. Jest przyjęty na listę startową z powątpiewaniem, bardziej z litości niż by na poważnie konkurował z najlepszymi. Ale Karoly wygrywa te mistrzostwa i to w niespełna rok po swoim tragicznym wypadku, strzelając tym razem lewą ręką! Znów jest w reprezentacji i znów ma brać udział w olimpiadzie mając teoretyczne szanse na złoto.

I tu dochodzi do następnego zdarzenia. Wybucha II Wojna Światowa i igrzyska w Tokio w 1940 zostają odwołane. Karoly cały czas dominuje swój sport na Węgrzech i jest dobry w skali międzynarodowej. Przygotowuje się do igrzysk w roku 1944, ale i ta olimpiada zostaje odwołana ze względu na wojnę.

Rok 1948. Karoly jest w reprezentacji, startuje w olimpiadzie w Londynie i…zdobywa upragnione złoto, 12 lat po igrzyskach w Berlinie, które chciał wygrać. Do tego bije na głowę absolutnego faworyta, Argentyńczyka Carlosa Valiente i ustanawia przy tym nowy rekord świata. Na kolejnych igrzyskach w roku 1952 w Helsinkach ponownie zdobywa złoto i zostaje pierwszym strzelcem, który dwukrotnie wygrał olimpiadę.

Ten wyjątkowy człowiek został mistrzem Węgier w strzelaniu 35 (słownie: TRZYDZIEŚĆI PIĘĆ) razy!

A co by było, gdyby po tragicznym wypadku pogodził się ze swoim losem i zredukował swoje plany do poziomu swoich rzekomych ograniczonych możliwości? Co by było, gdyby się poddał i zrezygnował ze swoich marzeń? Co by było gdyby słuchał wszystkich tych, którzy widzieli w nim inwalidę, którzy spisali go na straty i nie wierzyli, że jest jeszcze do czegokolwiek zdolny?

Jak jest z toba czytelniku? Z jakich marzeń, z jakich celów, z jakich planów zrezygnowałeś wobec napotkanych trudności, wobec wypadków losu, wobec nieszczęść?

Niech przykład tego wielkiego człowieka napędza nas w takich trudnych chwilach, dając siłę i wiarę do niezłomnego działania w kierunku obranych celów.

Chcesz poczytać więcej motywujących rzeczy? Zapisz się na “Follow blog Indywidualista.pl” (w menu po prawej stronie), by dostawać powiadomienia o nowych arykułach na skrzynkę e-mail.

Pamiętaj podzielić się tą niebywałą historią z bliskimi i przyjaciółmi korzystając z poniższych linków:

Advertisements

2 myśli na temat “Károly Takács czyli „jednoręki bandyta””

  1. Witam
    Wrzucę tłumaczenie filmiku motywacyjnego, który opisuje kilka kwestii odnośnie, talentu, umiejętności, wytrwałości i dochodzenia do co się chcę osiągnąć.

    „Wszystko co masz, to to co jest w Tobie, a to co masz w sobie,
    zdobyłeś idąc naprzód i stawiając czoła wyzwaniom. Droga do zwycięstwa nie jest przyjemną drogą, jeśli by była, to prawie z definicji nie była by drogą do zwycięstwa. Jeśli rzeczy, które pomogły by Ci osiągnąć sukces w życiu, były by przyjemne i proste do zrobienia wszyscy by je robili.”

    Poczucie wielkości

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s